Dokładnie 100 lat temu
1 maja 2010
Dokładnie 100 lat temu: Kwiecień 1910

Kwiecień roku 1910 przeplatał: trochę impresjonizmu, trochę symbolizmu... A i Kometa Halleya też nie ułomek.


LITERATURA
21 kwietnia 1910 roku zmarł Mark Twain, a historia tej śmierci rusza mnie bardziej niż Przygody Tomka Sawyera, choć czytałem jako młokos. Wyobraźcie sobie, że wąsacz rok przed śmiercią napisał że spodziewa się jej wraz z pojawieniem się komety Halleya, która towarzyszyła zresztą jego narodzinom (urodził się 2 tygodnie po jej pojawieniu się w 1835 roku). I co? I umiera na atak serca dzień po jej pojawieniu się na niebie. ZBYT DOBRE, a że gość był masonem, to do głowy przychodzą jakieś ponadludzkie spiski godne Pynchona. –Łukasz Łachecki

MUZYKA
A tymczasem Ravel zapremierował suitę Ma mère l'oye, tytułem nawiązującą bodaj do ludowej baśni o "Mother Goose" (z polskiego "Babcia Gąska" – lol). Znawcy nie wymienią wam tego utworu wśród najkoronniejszych osiągnięć Josepha-Maurice'a. Możliwe, że nie bez przyczyny, ale i tak im nie ufajcie. Nawet zajawiając się Satiem i mając świadomość, że tenże ułożył swoje Gymnopedie prawie dwa tuziny lat wcześniej – chwilami uroda tych lewitujących pasażów skręca z rozkoszy niczym wanilia. A gdybym wtedy żył, to na kolejny upgrade melodyczny w sektorze pianistycznego duetu świat czekałbym był (eheh), spornie, aż do 1967 (ten kawałek na dwa fortepiany bądź dwie marimby). Później gościu zorkiestrował jeszcze Ma mère l'oye na prześlicznie zajawialną paletę oraz przekształcił w balecisko dodawszy dwa movementy, ale podobnie jak w przypadku Obrazków Z Wystawy (zresztą transkrypcja jego autorstwa właśnie – ale to wiecie) i wielu innych, pierwsza wersja pozostała najsilniej czarująca. A nad osobą MR nie będę się w tej chwili głębiej rozwodził, bo za 15 lat mam ważne spotkanie i nie chcę się spóźnić. Dość powiedzieć, że znał się oraz fotografował z Gershwinem i... "tym gorzej dla Ravela" (klasyk; żarcik), pływał jachtem (czyżby antycypacja Toto i Doobie Brothers?) tudzież wykłócał się w konserwatorium o harmonię. Koncerty na lewą rękę też pisywał. That's the spirit, mate (jak to idzie po francusku?).–Borys Dejnarowicz

KINO
D.W. Griffith kończy swój czteromiesięczny pobyt w Kaliforni, podczas którego udało się nakręcić 25 filmów z gwiazdorską obsadą - Mary Pickford, Blanche Sweet, Mack Sennett. Jest to zarazem jeden z pierwszych kroków na drodze do wielkiej przeprowadzki przemysłu filmowego Stanów Zjednoczonych z okolic Nowego Jorku na przedmieścia Los Angeles. W 1910 Hollywood liczy sobie zaledwie 5 tys. mieszkańców, dekadę później będzie ich siedmiokrotnie więcej. Masowa migracja filmowców na południe tylko po części spowodowana była "lepszymi warunkami pogodowymi", które podawano jako powód oficjalny. W rzeczywistości, północne stany stały się dla branży miejscem niesprzyjającym, ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo strefy wpływów Thomasa Alvy Edisona i jego bojówek. Edison, pomysłodawca krzesła elektrycznego i żarówki, stał się również jedynym na terenie Stanów posiadaczem patentu na urządzenia filmujące: Kinetograf i Kinetoskop, czyli odpowiednio kamerę i projektor, konkurencyjne dla wynalazku Lumiere (wśród prehistoryków filmoznawstwa obu kontynentów wciąż zresztą toczą się spory o palmę pierwszeństwa w wynalezieniu kina). Wysłannicy zachłannego Thomasa podróżowali więc po kinach i studiach Ameryki aby siłą egzekwować należną im prawnie daninę za użytkowanie sprzętu. Niektóre wersje wspominają wręcz o stosowaniu przez "bandę Edisona" pięści i drewnianych pałek. Kino w tamtych czasach było jednym z najbardziej dochodowych biznesów, są więc powody, żeby im wierzyć. –Aleksandra Graczyk

SZTUKA
14 kwietnia minęła setna rocznica śmierci Michaiła Wrubla, rosyjskiego malarza, którego twórczość podpadała pod dwa nurty: symbolizm i secesję. Jego styl cechuje krystaliczna klarowność, miejscami "mozaikowatość" i dramatyczna intensywność kolorów. Monumentalizm i siermiężna psychologizacja. W obrazach posługiwał się alegoriami, dążył do mistyczno-subjektywnych przedstawień. Wiodące inspiracje czerpał z rosyjskich bajek i zachodniej, klasycznej literatury.W głównej mierze uprawiał malarstwo olejne. Zilustrował "Demona" Lermontowa serią wybitnych, bardzo pesymistycznych i pełnych napięcia obrazków, czym nieodwracalnie wpisał się w światową czołówkę symbolistów. –Magda Janicka

NAUKA
Moi drodzy. Sprawa z kwietniem 1910 jest prosta, choć nie taka znowu wyjątkowa – być może nawet szalenie zbliżona do lutego 1986, sierpnia 87 p.n.e. czy lipca 2061. Owa powtarzalność może ujmuje nieco prestiżu, ale stanowi doskonały pretekst do przedstawienia jednego z najmilszych, obserwowalnych w potocznym paśmie spektralnym zjawisk astronomicznych - jak już się domyślacie, chodzi o tak zwaną kometę Halleya. W tym miesiącu jesteśmy dość wybiórczy.

Jedyna kometa widoczna okiem w negliżu, jaką można zobaczyć co najmniej dwa razy w życiu (teraz tylko dożyć 76-tki i zaliczę trzy) to ciało z tych niepoznanych całkowicie - wciąż zawiera elementy, których skład chemiczny stanowi przysłowiowy cierń w stopie fizyków-empirystów. To nie wszystko co dodaje jej zajebistości - jak zawsze w sytuacjach okrążania Słońca, przyspiesza ocierając się o pola grawitacyjne planet "naszego" "układu" (pieszczotliwie zwanego łże-systemem) tylko po to, by potem zwolnić aż do następnej zwyżki grawitonów. Dla dopełnienia obrazu: różnica między jej aphelium i peryhelium wynosi niewiele ponad 34 średnich długości Ziemi od Słońca. Różnica! Wyobraźcie to sobie. Mając na uwadze, że obraca się wokół własnej osi w tydzień. Gdyby nie współczesna wiedza o tranzystorach, nie bylibyśmy w stanie przewidzieć jej zachowania z dokładnością nawet do tygodnia. Dość symfoniczna rzecz.

Bziuuuuuuum!, łiiiii!, TRACH! - filozofia. Z towarzysko-rozwojowego punktu widzenia równie wzmiankowalny fakt, jak 1P/Halley akapit wyżej. Otóż, na kwiecień datuje się list Łukasiewicza do Meinonga, w którym nadawca skrótowo stara się przedstawić najzimniejszemu teorioprzedmiotowcowi koncepcje zdaniowe Fregego. Jest to istotne z prostej przyczyny: ten dostępny publicznie dowód epistolograficzny okazał się później pierwszym z serii listów wysyłanych do siebie nawzajem przez rodzimych teoretyków metaskładni, algebry i czego tam jeszcze formalnego chcecie. Lawina zawierała, zauważmy rozproszenie, wszystkie najważniejsze osobowości ówczesnej kliki około-logicznej, od Chwistka po Kuratowskiego. Bóg raczy wiedzieć gdzie "byśmy byli" bez kontaktów z bodaj najsłynniejszym antagonistą Husserla. Pewnie gdzieś do Quine'a (może środkowego Tarskiego) nie mielibyśmy pojęcia jak rozpisać znaczenie na serwetce. Może przesadzę, ale to punkt historyczny porównywalny z późniejszą relacją na linii Tarski-Gödel, a to już jakby zasięg globalny. –Mateusz Jędras

POLITYKA
W Ameryce hydra rasizmu podniosła łeb. Stan Maryland przegłosował uchwałę pozbawiającą Afro-Amerykanów możliwości decydowania o kształcie samorządów. Te nieładne gierki poskromił dopiero gubernator Crothers, który stwierdził, że taka zmiana ordynacji jest niepraktyczna. Problem głosowania został rozwiązany w całym USA dopiero w połowie lat 60-tych… (Zbiegiem okoliczności, zaledwie parę dni po wydarzeniach w Maryland, sufrażystki złożyły petycję, podpisaną przez 500 tysięcy osób, z wnioskiem o przyznanie kobietom prawa głosu). Incydentów rasowych w tym miesiącu było więcej. 6 kwietnia Sąd Wojskowy postanowił wywalić z woja na zbity pysk 167 czarnych ze specjalnego murzyńskiego pułku, za zastrzelenie dwóch(!) białasów z Texasu. Dopiero w latach 70-tych okazało się, że jednak było trochę inaczej. Być może stwierdzono, że gdyby takie wydarzenie rzeczywiście miało miejsce, zwłoki mieszkańców Brownsville wyglądałyby jak durszlak. Nigga, please.

W ogóle ciekawi ludzie ci Amerykanie – z jednej strony prześladowali Murzynów jeszcze na wysokości Beatles For Sale, z drugiej prezydent Roosevelt podczas wizyty w Rzymie oburzony rezygnuje z audiencji papieskiej, ze względu na nietolerancyjny postulat Leona XIII, by Roosevelt najpierw spotkał się z nim, miast z włoskimi Metodystami. Dla Watykanu niewłaściwa kolejność byłaby dissem i z punktu widzenia protokołu dyplomatycznego, mogli mieć nawet rację. Walka z Kościołem, z religią i z Bogiem, jak mawia moja babcia, trwała w najlepsze także we Francji, gdzie nacjonalizowano potężny majątek kościelny – w kwietniu do lokalnej gminy trafiło sanktuarium w Lourdes. Wybory parlamentarne w tym kraju zakończone sukcesem socjalistów, mogły tylko umocnić te trendy. Francuski triumf późniejszego laureata pokojowego Nobla (to taka nagroda przyznawana prominentnym działaczom lewicowym), Artistide'a Brandta, zbiegł się z uchwaleniem przez Liberałów w Anglii tak zwanego People's Budget, opodatkowującego brytyjskich arystokratów na skalę do tej pory nieznaną. Ten wielki projekt społeczny wywołał w Anglii polityczne trzęsienie ziemi i rozpoczął showtime ówczesnego przewodniczącego Zarządu Handlu. –Michał Zagroba

POPKULTURA
Kwiecień 1910 to kolejny miesiąc, który nie był wielkim miesiącem dla kultury popularnej - przynajmniej z dzisiejszej perspektywy. Nie zniechęcajcie się - czekają nas jeszcze w tym roku ważne i ciekawe rzeczy do odnotowania w "Sto Lat Temu", konkretnie z branży komiksowej (jedyna z bardzo istotnych pozycji, jaka ukazywała się w okresie, o którym traktuje tegomiesięczna edycja rubryki to niesamowicie klasyczny "Little Nemo").

Jeśli jednak znów przyjrzymy się znów postaciom urodzonym sto lat temu, znajdziemy coś dużego. Wręcz monstrualnie dużego. Dwudziestego szóstego kwietnia urodził się w Osace Tomoyuki Tanaka - producent filmowy. Możecie nie znać jego nazwiska, ale znacie imię jego kreacji - Godzilli. Najbardziej znany potwór dwudziestego wieku (kto to jest King Kong w ogóle?) został stworzony przez Tanakę w 1954, w zamyślę był uosobieniem strachu odczuwanego w Japonii po bombardowaniach Hiroszimy i Nagasaki. Nikt jednak z wielkim jaszczurem nie chciał się rozstawać i pierwsza "Gojira" doczekała się dwudziestu siedmiu filmowych kontynuacji i okropnej amerykańskiej przeróbki. –Łukasz Konatowicz

SPORT
14 kwietnia 1910 miało miejsc dosyć symboliczne wydarzenie, które zapoczątkowało nową tradycję obecną do dnia dzisiejszego w życiu Amerykanów. Wtedy po raz pierwszy urzędujący prezydent (wówczas William H. Taft) wykonał tzw. ceremonial first pitch rozpoczynając tym samym kolejny sezon rozgrywek baseballowych. Od tej pory weszło do to kanonu zachowań prezydenckich - ważne mecze baseballowe rozpoczynali kolejno wszyscy prezydenci poza Jimmym Carterem, łącznie z ostatnimi - Bushem i Obamą. –Kacper Bartosiak


Redakcja Porcys