Mistrzostwa Świata 2010 w RPA, część 2
Zakończyła się właśnie faza grupowa piłkarskich mistrzostw świata w RPA i co by nie mówić, ciężko nie być w lekkim szoku. Na przestrzeni ostatnich tygodni uświadczyliśmy mnóstwa sensacyjnych rezultatów, których przed turniejem ciężko było się spodziewać. Zacznijmy od największych przegranych – mistrzów i vice mistrzów poprzednich rozgrywek – Włochów i Francuzów. O ile wszystko przed mundialem zapowiadało klapę w wykonaniu podopiecznych Raymonda Domenecha, tak styl w jakim to wszystko się stało był po prostu dramatyczny. Francuzi grali zupełnie bez pomysłu, archaiczną taktyką, którą w trakcie turnieju trener kilkukrotnie modyfikował. Drużynę rozłożyły konflikty personalne – w przerwie meczu z Meksykiem Anelka oburzony tyradą selekcjonera prostacko go obraził, za co dosyć słusznie został z kadry wyrzucony, ale naprawdę niezrozumiałe jest to, że po stronie gracza Chelsea stanęli wszyscy doświadczeni zawodnicy, rozbijając tym samym drużynę od środka. Jak się wydaje Domenech popełnił błąd zabierając zbyt dużą liczbę rutyniarzy kosztem graczy młodych, którzy mieliby do turnieju zupełnie inne, ambitniejsze podejście. Zamiast wypalonych weteranów Henry’ego i Anelki lepiej było zabrać młodych – Benzemę i Nasriego, bo jak się wydaje ich podejście do tak wielkiego turnieju byłoby znacząco różne. Ale nie, nie staram się rehabilitować w żaden sposób Domenecha – to tragiczny selekcjoner, który powinien zostać zwolniony już po beznadziejnym Euro2008. Najbardziej współczuję młodym zawodnikom, takim jak Lloris, Gourcuff czy Sagna, dla których były to pierwsze mistrzostwa i na skutek konfliktów w drużynie zapamiętają ten turniej tak a nie inaczej.
Co do Włochów to sprawa jest bardziej skomplikowana – tam na ławce siedział Marcello Lippi, najlepszy włoski trener ostatniego dwudziestolecia, człowiek, który swego czasu z Juventusem wygrał wszystko, a jakby tego było mało to właśnie on cztery lata temu poprowadził Italię do mistrzowskiego tytułu. Wydaje się, że tym razem Lippiego zgubiły po prostu własna duma i niewłaściwe decyzje personalne. Pierwszą i najważniejszą jest niezrozumiałe przywiązanie do 37-letniego Fabio Cannavaro, który owszem, był filarem włoskiej defensywy w poprzednim turnieju mistrzowskim, ale jego czas najzwyczajniej minął – dość powiedzieć, że Juventus nie chciał przedłużyć z nim kontraktu a w trakcie sezonu kapitan Squadra Azzura przegrywał rywalizację o miejsce w składzie ze średniakiem Nicolą Leggrottaglie. U Lippiego od dawna był pewniakiem i ciężko taką sytuację zrozumieć. To właśnie mylne wyobrażenie na temat jakości duetu środkowych obrońców było prawdopodobnie główną przyczyną tego, że selekcjoner Włochów nie próbował nawet namawiać na powrót do kadry kontuzjogennego, ale ciągle znakomitego Alessandro Nestę. Również w ataku Lippi sam pozbawił swoją drużynę jakiejkolwiek kreatywności, zostawiając w kraju z różnych powodów piłkarzy takich jak Totti, Cassano, Micolli, Balotelli czy Del Piero. Ci, którzy pojechali, udowodnili, że są tylko ligowymi przeciętniakami – Di Natale kolejny raz nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, „szalejący po skrzydle” Simone Pepe okazał się być jeźdźcem bez głowy i prawdopodobnie najbardziej drewnianym skrzydłowym, jakiego w tej chwili jestem sobie w stanie przypomnieć, a z Gilardino w składzie Włosi grali praktycznie w 10tkę. Dodajmy do tego kontuzje Buffona i Pirlo i oto powstaje nam drużyna, która zajmuje ostatnie miejsce w grupie z Paragwajem, Słowacją i Nową Zelandią. Wprawdzie ostatnie pół godziny meczu Italii ze Słowakami to prawdopodobnie fragment najlepszej gry z obu stron na mistrzostwach, ale nie zmienia to faktu, że Włosi podarowali naszym sąsiadom trzy gole po dramatycznych indywidualnych błędach, które w takim turnieju nie powinny mieć miejsca. Następca Lippiego – długoletni trener Fiorentiny Cesare Prandelli – to chyba właściwy wybór. Na pewno nie będzie bał się postawić na młodzież i nie będzie stawiał własnego interesu ponad dobro drużyny.
Inną dużą niespodzianką jest słaba postawa afrykańskich drużyn na tym turnieju. Gospodarze zaczęli bardzo obiecująco, ale w drugim meczu Urugwaj rozbił podopiecznych Parreiry w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Wygrana na otarcie łez z rozbitą Francją w ostatnim meczu nie mogła nic dać przy tak złym bilansie bramkowym RPA. Nigeria w pierwszym meczu dzielnie broniła się przed Argentyną i dzięki heroicznym wyczynom Enyeamy przegrała tylko 0-1. W drugim meczu z Grecją wszystko szło zgodnie z planem do 35 minuty – Nigeryjczycy prowadzili 1-0 i mieli wyraźną przewagę, ale wtedy czerwoną kartkę za idiotycznie bezmyślne zagranie otrzymał Kaita, który pomógł w ten sposób odwrócić Grekom losy spotkania. W ostatnim spotkaniu przedstawiciele Afryki potrzebowali wysokiego zwycięstwa z niezwykle solidną Koreą, ale po ciekawym meczu skończyło się tylko na remisie, który dla Nigerii oznaczał zakończenie turnieju na ostatnim miejscu w grupie. W grupie C ostatnie miejsce zajęła Algieria, ale do tej drużyny ciężko mieć jakiekolwiek pretensje. Podopieczni Rabaha Saadane ponieśli dwie minimalne porażki ze Słowenią i USA, ale za to zaszokowali świat urywając punkty samym Anglikom. Ostatnie miejsce w grupie E po komplecie porażek zajął Kamerun i tu właściwie nie ma co pisać – podopieczni Paula LeGuena zagrali dobry mecz tylko z Danią, ale ich gra w obronie momentami wołała o pomstę do nieba. A sam Eto’o z przodu to zdecydowanie za mało. Wybrzeże Kości Słoniowej to kolejna, po Anglii i Meksyku, reprezentacja, która dała się nabrać na czar Svena-Gorana Erikssona, człowieka, który swój ostatni poważny sukces trenerski odniósł jeszcze w latach 90tych. Będąc selekcjonerem Anglików nie potrafił wykorzystać kapitalnego potencjału i nigdy nie przebrnął przez ćwierćfinał wielkiej imprezy a jedynym jego sukcesem w tamtym okresie było chyba głośne puknięcie sekretarki, o czym z pasją rozpisywała się brytyjska prasa. Z Meksyku szybko pogonili tego darmozjada kijami a teraz, nie wiedzieć czemu, ktoś zatrudnił go jako selekcjonera reprezentacji WKS. No i Eriksson popełniał typowe dla siebie błędy – źle ustawiał zawodników (Eboue w środku pomocy, wtf?), robił zmiany nie wtedy kiedy było trzeba i wreszcie zbyt dużo kalkulował. Zadowolił się remisem z bezradną w pierwszym spotkaniu Portugalią zamiast zawalczyć o pełną pulę i to kosztowało Drogbę i kolegów awans do kolejnej rundy.
Jedyną drużyną z kontynentu afrykańskiego, której udało się wywalczyć awans jest Ghana, ale i w przypadku tej drużyny ciężko o zachwyt. Przede wszystkim – oba gole podopieczni serbskiego szkoleniowca Milovana Rajevaca strzelili dzięki rzutom karnym podyktowanym za przypadkowe dotknięcia piłki ręką. Sam styl gry pozostawiał wiele do życzenia, co najlepiej było widać w decydującym o awansie meczu z Niemcami – Ghańczykom nie wychodziło tam zbyt wiele i mieli dużo szczęścia, że grający o nic Australijczycy pokonali Serbów, bo w przeciwnym razie dołączyliby oni do pozostałych afrykańskich drużyn, które odpadły z Mundialu.
Ale sam awans Ghany to na pewno mimo wszystko spora niespodzianka, chociaż nie największa. Mało kto spodziewał się rewelacyjnej postawy Urugwaju, który skończył rozgrywki grupowe bez żadnej straconej bramki, pokazując przy tym momentami niesamowity potencjał w ofensywie. Ciężko narzekać na przebojową grę Meksyku, ale podopieczni Javiera Aguirre mają tego pecha, że w 1/8 trafili na najładniej grającą w pierwszej fazie turnieju Argentynę. Wbrew przewidywaniom ekspertów Maradona zbudował naprawdę kompletną ekipę, która poraża siłą ataku, ale i defensywie ciężko coś zarzucić – jedyny gol stracony przez Argentynę padł po indywidualnym błędzie Demichelisa, który nie ma prawa więcej się powtórzyć. Martwić może kontuzja pewniaka Waltera Samuela, ale zastępujący go Burdisso to piłkarz słabszy tylko niewiele. Mimo braku goli w świetnej dyspozycji znajduje się Leo Messi, który rozkręca się z meczu na mecz. Koledzy też w formie – Higuain zaczął słabo, ale Korei wbił hattricka, Aguero dał doskonałą zmianę w drugim meczu, Veron dogrywa piłki na centymetry a Mascherano z niezwykłym poświęceniem wypełnia zadania defensywnego pomocnika. Nieco zawiedli tylko Di Maria, Tevez i Diego Milito, który był kompletnie niewidoczny w meczu z Grecją, ale należy pamiętać, że to jest turniej i ich przebudzenie może nastąpić w najmniej spodziewanym momencie. Zespołem z Ameryki Południowej, który najbardziej zaskoczył swoim postawą jest niewątpliwie Chile. Podopieczni doświadczonego argentyńskiego trenera Marcelo Bielsy imponowali niezwykle ofensywnym podejściem i szybką, pomysłową grą. W meczach z Hondurasem i Szwajcarią wygrali minimalnie, ale momentami wręcz tłamsili swoich rywali i oba te mecze mogły skończyć się dużo wyższymi wynikami na korzyść Chilijczyków. Faworyzowanym Hiszpanom także napsuli sporo krwi – przegrali wprawdzie 1-2, ale na skutek niezrozumiałej decyzji arbitra od 35 minuty musieli grać w 10-tkę, a mimo to strzelili mistrzom Europy gola. Zwycięzca grupy F – Paragwaj – nie pokazał długo zapowiadanej pięknej, ofensywnej gry – zamiast tego zobaczyliśmy drużynę o niezwykle solidnej defensywnie (pamiętamy z poprzednich mundiali), która imponowała wielką wolą walki. Jeśli jednak paragwajskie gwiazdy ataku nie przypomną sobie, jak strzelało się gole, to Paragwaj może zbyt wiele na tym turnieju nie ugrać. Wielką niewiadomą stanowi postawa Brazylii, która niesamowicie męczyła się z Koreą Północną. Ostatecznie podopieczni Dungi wyszarpali wygraną 2-1, ale styl pozostawiał dużo do życzenia. Lepiej pod tym względem było w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej, ale arcynudny mecz z Portugalią sprawił, że znowu wróciły wątpliwości. Jednak należy pamiętać, że na fazę pucharową wróci zawieszony na mecz Portugalczykami Kaka a piłkarz Realu Madryt w meczu z WKS pokazał się ze świetnej strony – wypracował dwa gole i grał tak dobrze jak jeszcze kilka lat temu. Brazylia póki co nie gra jak ta Brazylia, którą pamiętamy z ostatnich lat, ale średnie ma to znaczenie – kluczowy będzie efekt końcowy.
Los-figlarz sprawił, że w 1/8 finału 6 europejskich drużyn wpada na siebie, więc co za tym idzie w najlepszej ósemce świata będą tylko 3 kraje reprezentujące Stary Kontynent. Największe szanse aby znaleźć się w tym gronie mają Holendrzy, którzy w fazie grupowej nie pokazali niczego specjalnego, ale paradoksalnie to może im wyjść tylko na dobre – wszyscy pamiętamy co było dwa lata temu, kiedy Holandia w grupie pokazała wszystko, co miała najlepsze, a potem odpadła w pierwszym meczu fazy pucharowej. Na drugą połowę turnieju w pełni sprawny powinien być Arjen Robben, a ma to kolosalne znaczenie dla taktyki selekcjonera van Marwijka, który swoją filozofię futbolu opiera na szybkich skrzydłowych, a do tej pory na tych pozycjach musieli grać mało zwrotni Kuyt i van der Vaart. Słowacy po dwóch meczach byli najgorszą drużyną na mistrzostwach, ale na swoje szczęście w ostatnim spotkaniu trafili na dramatycznie słabo dysponowanych Włochów i udało im się wywalczyć awans, ale ciężko zakładać ich wygraną w meczu z Holendrami. Szlagierem drugiej rundy spotkań będzie niewątpliwie pojedynek Anglia-Niemcy. Ci drudzy rozpoczęli świetnie, gromiąc Australię, ale potem przydarzyła im się wpadka w meczu z Serbią. Anglicy z kolei od początku grają słabo a jedyną wygraną w grupie wymęczyli z przeciętnymi Słoweńcami. Jednak w takim meczu nie będzie to miało znaczenia – zadecydować może naprawdę jedna jedyna akcja. Podobnie zapowiada się mecz Hiszpanii z Portugalią – tu też nie sposób wskazać zdecydowanego faworyta.
Drużyny z Azji – Japonia i Korea Południowa – mają to szczęście, że w drugiej rundzie trafiły na zespoły, jak się wydaje, w swoim zasięgu i w tym upatrywałbym szanse azjatów na awans. Obie drużyny imponowały znakomitym przygotowaniem fizycznym i żelazną dyscypliną, dodajmy do tego świetnie przygotowane rozegranie stałych fragmentów gry i recepta gotowa – Japończycy strzelali gole bezpośrednio z rzutów wolnych zaś Koreańczycy po znakomicie rozegranych wrzutkach. Najlepsze i tak jest to, że jednym z półfinalistów zostanie ktoś z grona Ghana/USA/Urugwaj/Korea – na papierze najlepiej stoją akcje Amerykanów i Urusów. Ci pierwsi przekonująco dogonili Słoweńców i walczyli jak równy z równym z Anglikami, na dodatek z formą na turniej trafił ich najbardziej wartościowy gracz, Landon Donovan. Drugim półfinalistą w górnej części drabinki pewnie będzie ktoś z dwójki Brazylia/Holandia, oczywiście o ile sensacji nie sprawią reprezentanci Chile. Ciężką drogę do finału mają przed sobą Argentyńczycy, bo po ewentualnej wygranej z Meksykiem zmierzą się z Anglią lub Niemcami a w półfinale z dolnej części drabinki znaleźć powinni się raczej Hiszpanie (o ile poradzą sobie z Portugalią, ma się rozumieć).
Z indywidualnych odkryć pierwszej rundy mistrzostw należy przede wszystkim wymienić Mesuta Ozila, mózg ofensywnych poczynań reprezentacji Niemiec. Rozgrywający Werderu Brema strzelił przepiękną bramkę w decydującym meczu z Ghaną a i we wcześniejszych spotkaniach imponował precyzyjnymi podaniami. Oprócz niego nieźle w niemieckiej drużynie radził sobie młodziutki Thomas Muller, ale to jeszcze zbyt chimeryczny zawodnik by pretendować do ważnych nagród. Bardzo dobre wrażenie sprawia też Giovani Dos Santos, który w meczu z Francją toczył heroiczne boje z dużo mocniejszymi fizycznie od siebie defensorami. Do tego dysponuje kapitalnym przeglądem pola i sprytnym dryblingiem – będą mieli z niego sporo pożytku w Galatasaray. Bardzo ciekawym skrzydłowym jest syn legendarnego Abediego Pele – Andre Ayew, który w każdym meczu Ghany był wyróżniającą się postacią. Świetne zmiany w reprezentacji Holandii dawał Eljero Elia – skrzydłowy w starym holenderskim stylu – szybki i obdarzony kreatywnym dryblingiem. Wiele w grze Chile zależy od dyspozycji błyskotliwego skrzydłowego Udinese Alexisa Sancheza, który także spełnia pokładane w nim nadzieje i pomysłowo kręci obrońcami przeciwników.
Tyle z wątków mundialowych, na deser trochę o komentatorach w TVP. Najlepsze wrażenie pomimo wielu wpadek robi i tak Szpakowski, ale jego notę obniża trochę osoba współkomentującego z nim mecze Lubańskiego, który jest niesamowitym wręcz nudziarzem. Poza tym taki trochę z niego "captain obvious" – ma wkurzającą tendencję do słownego opisywania oczywistych wydarzeń. Na przykład – wybicie piłki od bramki przez bramkarza – "bramkarz wybija właśnie piłkę spod bramki", dośrodkowanie z rzutu różnego – "zawodnik za moment wrzuci piłkę w pole karne", itp., itd. Lubański trochę zdaje się traktować widzów jak debili, którym wszystko trzeba powiedzieć, a to mocno naiwne podejście. Komentator Iwański bywa przygotowany nieźle, ale niestety zupełnie nie radzi sobie z tworzeniem atmosfery (w czym mistrzem jest Szpakowski) – wydziera się w zupełnie niepotrzebnych momentach i po 15 minutach aż chce się wyłączyć głos. Jasina – straszny nudziarz, na dodatek jego wiedza pozostawia sporo do życzenia (częste błędy w faktografii). Jońca – ma irytująco opóźniony zapłon, na dodatek jego emocjonalne reakcje ciężko wytrzymać. Zawacki – ma jakiś potencjał, ale i jemu daleko do ideału komentatorów z Canal+. A na koniec subiektywny ranking 15 najlepszych tekstów komentatorów i ekspertów z mundialowego studia i 10 moich ulubionych komentatorskich wpadek.
15) "Holendrzy do Stekelenburga… Muszą czasem zagrać do bramkarza, żeby ten nie zapomniał jak wygląda piłka" (Jońca w trakcie meczu Holendrów)
14) "Dobrze jest mieć dobrego rezerwowego na ławce rezerwowych" (typowy tekst Lubańskiego o niczym)
13) "Ta malutka Algieria…" (Trzeciak)
12) "Gianluigi Buffon rozpoczął grę od własnej ławki rezerwowych" (Iwański)
11) "Człowiek koreański ma średnio 180 metrów… To znaczy centymetrów, pomyliło mi się z wysokością stadionu! " (Gmoch)
10) "Rooney… Ten killer o twarzy… No, też killera!" (Szaranowicz)
09) "To bardzo plastyczny piłkarz" (Trzeciak o Ayewie)
08) "Co się stało to się nie odwróci" (Szpakowski)
07) "Tak to jest, mieli tyle szans i nie strzelili a tu im taki farfocel wpadł, hehe" (Gmoch o golu Greków)
06) "To jest taki piłkarz, że jak mu wyjdzie to mu wyjdzie, a jak nie to nie" (Gmoch)
05) "Mój kolega Morten Olsen" (Lubański przez cały mecz Holandia-Dania o trenerze tych drugich)
04) "Drużyna Samurajów ustawiła sobie Duńczyków w roli potulnej gejszy" (Szczęsny o meczu Dania-Japonia)
03) "Anglicy grają o być albo nie być na tym mundialu – o to drugie trochę mniej" (Iwański o meczu ze Słowenią)
02) "Te proporcje nie rozkładają się 60-40 tylko 80-30" (Gmoch oceniając szanse Greków z Nigerią)
01) "Jak to mówią młodzi ludzie – MASAKRA - hehe" (Gmoch komentując odpadnięcie Włochów)
10) "Fernando Gelson" (Jońca o Gelsonie Fernandesie)
09) "Isidru" (Szpakowski o Idrissou)
08) "Kśiar" (Szpakowski o Duńczyku Kjaerze)
07) "Kujt/Kałt/Kojt" (Szpakowski i Lubański o Kuycie)
06) "Van der Fiel/van der File/van der Wil" (Szpakowski i Lubański o Van Der Wielu)
05) "Demiczelis" (Zawacki o Argentyńczyku Demichelisie)
04) "Bob Clinton" (Jasina o byłym prezydencie USA)
03) "Czerulondo/Czerundlo" (Szpakowski o obrońcy USA Cherundolo)
02) "Higłejn" (Szpakowski o Argentyńczyku Higuainie)
01) "Kim Kyong drugi" (Szpakowski o Koreańczyku Kim Kyong-Ilu)
–Kacper Bartosiak