Ostatni kurs pana Stanisława
Mimo, że miał już gotowy scenariusz kolejnego filmu, to właśnie Zmiennicy okazali się nagłym pożegnaniem Stanisława Barei z widzami. W grudniu skończyłby osiemdziesiąt lat. A widzowie pamiętają...
Kolaudacje, kolaudacje...
Z początkiem lat osiemdziesiątych, kiedy w kinach pojawił się legendarny Miś, szósty obraz drugiej, autorskiej fali filmów Stanisława Barei, określenie ‘bareizm’ zmieniało powoli obiegowe znaczenie z ‘pospolity, niewyszukany’ na ‘wybitnie i oryginalnie śmieszny’. Jak się potem okazało, na duży ekran nie wszedł już żaden długi metraż jego autorstwa, ale koniec kariery Bareja wykorzystał na dwa genialne seriale. Kiedy w 1985 roku specjaliści od jedynie słusznych treści drugi rok z rzędu debatowali czy i w jakim zakresie dopuścić Alternatywy 4 do telewizyjnej emisji, reżyser zamiast czekać z zawiązanymi rękami i spuszczoną głową, rozpoczął realizację scenariusza przygotowanego wspólnie z Jackiem Janczarskim. Perypetie dwojga stołecznych taksówkarzy, Jacka (Mieczysław Hryniewicz) i Mariana, pod którego podszywa się zdesperowana zakazem zatrudniania kierowców – kobiet Kasia (Ewa Błaszczyk), otoczone zostały wyjątkowo szeroką galerią postaci i wątków pobocznych, doskonale portretujących ostatnie lata spróchniałego systemu. Pełne znudzenia szarością i prowizoryczną stagnacją, ale z drugiej strony obfitujące w coraz częstsze kontakty z namiastką upragnionego zachodu – brat Kasi ostentacyjnie żuje jedną gumę za drugą, docent grany przez Stefana Friedmana z łatwością organizuje przemyt kremów Nivea, a Jacek nieustannie paraduje w szpanerskim tiszercie dewizowej marki odzieżowej Levi’s. Takich smaczków we wcześniejszych obrazach twórcy w aż takiej mnogości nie znajdziemy.
Taksówkarz - bo tak, jakby nie bacząc na amerykański klasyk kinowy o tym tytule, Bareja nazwał wstępnie swój trzeci w karierze serial telewizyjny - zgodnie z tradycją właściwą perypetiom reżysera, przeleżał na Woronicza w oczekiwaniu na cenzorskie poprawki cały rok. Dopiero po najtragiczniejszym w skutkach wylewie, jaki zakończył życie Pana Stanisława podczas wizyty w RFN, w czerwcu 1987, uznano, że piętnaście odcinków Zmienników jesienią rozpocznie swój premierowy bieg na ekranie. Bez żadnych cięć i ingerencji. Choć nie do końca bo, tłumacząc się pokrętnie świeżymi wspomnieniami o katastrofie lotniczej w Lasach Kabackich, z piątego odcinka usunięto wtedy wątek rejsowego samolotu LOTu, którego podwozie, ku rutynowej reakcji znudzonych pracowników wieży, gubi jedno z kół. Ostatecznie pierwszą emisję zakończono w lutym 1988. Serię obejrzało wtedy prawie dwadzieścia milionów widzów. Od tamtego czasu telewizja wyemitowała niezliczone powtórki.
Jedno życie a spraw tyle – ugryźć sam nie jesteś w stanie...
Format piętnastu około godzinnych odcinków pozwolił Barei na głębsze niż kiedykolwiek wejście w detal opisywanej rzeczywistości, choć nonszalancja w podejściu do realizacji spowodowała także, że Zmiennicy obfitują w wyraźne niedociągnięcia, widzimy ich na ekranie całą paradę. "Skrzeczał do operatora: „Widać? Jak widać, to nie robimy dubla!" – wspomina Ewa Błaszczyk. Jacek Fedorowicz zwykł dworować: "Stasiek, Ty byś robił genialne filmy, gdybyś jeszcze zatrudnił reżysera".. Jednak, zdaniem miłośników serialu - nierówno podłożone czy wręcz całkowicie zmienione w treści, w stosunku do słów wyrzucanych przez usta aktorów, post-synchrony albo zmieniające się niekonsekwentnie, z małej podmiejskiej drogi w dwupasmową szosę, otoczenie pędzącej taksówki – stanowią wręcz dodatkowy element tworzący niepowtarzalny klimat serii. Innym takie błędy nie przystoją, ale poetyce ostatniego dzieła Barei było z nimi do twarzy.
Klimat kwaśnego kiczu rodem z NRDowskich katalogów mody podkreślony został jeszcze przez niesamowicie charakterystyczny arsenał podkładów muzycznych przygotowanych przez Przemysława Gintrowskiego. Zagrane na przywiezionych zza żelaznej kurtyny syntezatorach Yamahy i Rolanda dźwiękowe tła, dla których Gintrowski sam stworzył część brzmieniowych barw, są absolutnie nie do podrobienia – a to wariacja na temat skocznego swojskiego oberka, a to pasaże pełne ironicznie egzaltowanej dramaturgii, wreszcie motyw miłosno-sentymentalny, wzbogacający sceny uczuciowego zaangażowania Jacka i Kasi. Pojawiają się też piosenki do słów Janczarskiego, zaśpiewane właśnie przez Gintrowskiego – w tym ta najbardziej popularna, z czołówki serialu, która wybrzmiewa na przestrzeni całej serii z trzema różnymi wersjami tekstu. Muzyka to integralna część Zmienników, nie ma co do tego wątpliwości.
Nieustająca prawda ekranu
"Moje filmy operują sytuacjami o bardzo humorystycznym wydźwięku, ale jednocześnie opisują realia, które, gdy dobrze się zastanowić, są oczywiście bardzo ponure" – taką myślą podzielił się twórca podczas jednego z wywiadów już pod koniec życia. Dwadzieścia lat po odzyskaniu wolności sytuacje analogiczne do pokazanych w serialu spotykamy każdego niemal dnia. Nie wiadomo na ile Bareja, choćby intuicyjnie, przewidywał rozwój wypadków w kraju, ale w kilku momentach pojawiają się kwestie rzeczywiście aluzyjne i mocno symboliczne, jak choćby ta wypowiadana przez anonimowego chłopa w gminie Zatory o wiernej rzece Wkrze, której kolor zmieniają regularnie ścieki wylewane przez lokalne zakłady chemiczne, ale ona swój prąd i tak zna. Czy rozmowa Jacka z Mastalerzem, gospodarzem wiejskiego dworku, w którym w obskurnych warunkach pomieszkiwał – obaj dochodzą do wniosku, że ruina musi w końcu zawalić się ludziom na łeb, że długo to już nie potrwa. Serial nie zostawia jednak suchej nitki na charakterze i morale Polaków – wszystko, od spraw błahych, codziennych, po oficjalne, załatwia się po znajomości, nieoficjalnie. Szefowie dużych instytucji uprawiają namiętną korupcję czy wręcz działają w regularnej grupie przestępczej (prezes klubu Ogniwo, Kłusek). Przedział zarezerwowany dla twórców i szeroko rozumianej myśli intelektualnej okupują natomiast karierowicze (reżyser Barewicz) i domorośli grafomani (prozaik Jan Oborniak). Czy przez dwie następne dekady, nieco przerysowana na potrzeby widowiska, diagnoza Barei straciła wiele na aktualności?
Przy całej szorstkiej wycenie zastanych realiów Stanisław Bareja pozostawał zawsze ciepłym, wolnym od kapryśnego ego, człowiekiem. „On nikogo tym nie obarczał. Brał bardzo dużo na siebie. A takie zachowanie zwykle ma prędzej czy później odzwierciedlenie w zdrowiu. Był często taki bezradny. Ale to ciepło tak od niego biło, że kiedy się pojawiał, to miało się wrażenie, że słońce wchodzi na plan". – jeszcze raz Błaszczyk – "Ten serial ma kształt kroniki danego czasu, danego okresu. A jednocześnie wszystko jest zrobione z taką wielką miłością do ludzi, do tego absurdu, który miał w tamtych latach miejsce. Ile tam tego ciepła jest, prawda?". Reżyser, obok aktorów uznanych, grających regularne role u największych (Irena Kwiatkowska, Jan Englert, Marian Opania), z premedytacją zatrudnił w serialu nazwiska będące po burzliwym okresie stanu wojennego na bakier z systemową telewizją, jak choćby, internowany za opozycyjną aktywność, Jerzy Markuszewski (w roli dyrektora przedsiębiorstwa taksówkowego). Należy pamiętać, że Pan Stanisław również czynnie uczestniczył w podziemnej walce z reżimem - na dachu prywatnego malucha przewiózł przez granicę maszynę drukarską, redagował też wraz z innym Stanisławem, Tymem, nielegalne pismo "Strachy Na Lachy". Solidarność wydawała się więc czymś naturalnym. Niezapomniane kreacje stworzyli także Janusz Rewiński, jako Mroczkowski - nie stroniący od wszelkiego rodzaju uciech, podwładny prezesa Spółdzielczej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego im. Borów Tucholskich czy Piotr Pręgowski w roli syjamskiego studenta architektury na warszawskiej politechnice, Krashana. A to tylko wierzchołek przebogatej galerii postaci dalszego planu, na którą składają się m. in. nieporadny milicjant Borkowski (Adam Ferency), kelner z Kutna (Zdzisław Rychter) czy, oddana do cna geniuszowi prozaika Oborniaka, pani Lusia z wydawnictwa literackiego "Opoka" (Stanisława Celińska).
Prasa szczególnej troski
Bareja w świadomości masowej funkcjonuje głównie jako autor Misia i Alternatyw 4, ale swoisty kult jakim otoczeni są właśnie Zmiennicy nie słabnie, a wręcz przybiera na sile. Jakby dziejowo ośmieszając dawną środowiskową niechęć do twórczości reżysera, której odium spadło na jego nazwisko również po projekcji Zmienników. "Pogmatwana, chaotyczna, niezmiernie rozdęta saga i – co najważniejsze – mało śmieszna" – pisał po premierze Maciej Pawlicki na łamach Filmu. Kilka lat temu, jeszcze przed wydaniem cyfrowo odświeżonej serii na płytach DVD, w internecie pojawiła się niezwykle imponująca strona, na której autorzy z pieczołowitością opisali na rozmaite sposoby wszystkie elementy związane z dziełem Barei, włącznie z licznymi serialowymi gadżetami – od gigantycznych grzybów, w których wnętrzu prezes Kłusek szmuglował przez granicę torebki z nielegalnym białym proszkiem, aż po "Dar Młodzieży", czyli system ostrzegania przed niezapowiedzianą wizytą żony, uruchamiany przez sekretarkę, a zainstalowany w resoraku – karetce na biurku prezesa Michalika. "Byliśmy wielkimi miłośnikami serialu już jako dzieci. Przygotowania do uruchomienia strony zajęły nam aż dwa miesiące ciężkiej pracy. Mój przyjaciel, Jordan Matuszek, zaopiekował się sprawami technicznymi i grafiką, ja opisami, teraz dzielimy się już pracą po połowie" – opowiada jeden z dwóch ojców założycieli zmiennicy.com, Adrian Guzy. Godna odnotowania jest także aktywność licznych fanów serialu na dołączonym do strony forum dyskusyjnym - każdego dnia toczą się na nim debaty na temat zawiłych szczegółów powstawania obrazu czy rzeczywistych lokalizacji poszczególnych scen. "Wiedzieliśmy, ze w polskim Internecie nie ma witryny poświęconej twórczości Barei, która by podchodziła do tej tematyki w tak konkretny i systematyczny sposób, choć nie antycypowaliśmy aż takiego sukcesu".
Przy okazji (tym razem naprawdę) okrągłej rocznicy urodzin na półki księgarń trafiła druga biografia reżysera, "Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła". Maciej Replewicz poświęcił w niej obszerny rozdział właśnie tematyce Zmienników. "Serial ten nie jest 'hermetycznym reliktem przeszłości', to żywa i nadal aktualna komedia, choć przy okazji najdłuższy film dokumentalny schyłkowego PRLu. Czy ludzie tak bardzo zmienili się przez te 25 lat? Korupcja w klubach sportowych, mafia paliwowa, chamstwo i zwykła głupota – mają się dobrze i dziś” – opowiada autor książki. "Miałem dostęp do oryginalnego scenariusza, udało się odtworzyć wiele nieznanych faktów. Zanim Ewa Błaszczyk i Mieczysław Hryniewicz otrzymali angaż, były inne propozycje obsady głównych ról". Jak znawca twórczości Barei umiejscawia Zmienników na tle wcześniejszych filmów? "Trudno mówić o hierarchii dzieł, które zrealizował Król Krzywego Zwierciadła. One tworzą całość, prowadzą ze sobą dialog, uzupełniają się. Bez komedii z lat 60., uważanych za słabsze, nie powstałoby Co Mi zrobisz jak mnie złapiesz, Miś czy Zmiennicy. Wiele pomysłów, które z różnych powodów nie znalazły się w jednym filmie, trafiały do następnych”.
Coś być musi, do cholery, za zakrętem...
Po zakończonej realizacji Zmienników na sfilmowanie czekał scenariusz komedii sensacyjnej Złoto z nieba. Panu Stanisławowi nie było jednak dane rozpocząć zdjęć. "Staszek miałby dzisiaj pełne ręce roboty, wzdychają wszyscy moi przyjaciele i znajomi" – powiedziała kilka lat temu Hanna Kotkowska – Bareja. Nic się w tej sprawie nie zmieniło, Pani Hanno.*
*Za pomoc przy pracy nad tekstem dziękuję Panu Maciejowi Replewiczowi i twórcom strony www.zmiennicy.com
–Marcin Nowicki